poniedziałek, 17 sierpnia 2015

W CIENIU KRZYŻA - fragment powieści:

W CIENIU KRZYŻA - FRAGMENT POWIEŚCI:



Wiedział, że dużo ryzykuje, kontynuując swoją zemstę przeciwko Ukrytym w tym miejscu. Zdawał sobie sprawę, że podejmowanie aż tak dużego ryzyka ocierało się o szaleństwo, jednak czuł, że nie odpuści. Ciągle żywe były w nim wspomnienia psychicznych i fizycznych tortur, których ofiarą przez długie lata byli on i jego matka. Nadal doskonale pamiętał, co ojciec im robił i do czego ich zmuszał. Doświadczyli tak wielu cierpień z jego rąk, że nienawiść do tego typu ludzi pozostanie w nim już na zawsze, tak samo silna i paląca.

Siedzieli z mamą przed dużym hekranem i oglądali film dla dzieci. Był wieczór, zjedli już kolację we dwoje, bo ojciec jeszcze nie wrócił z pracy.
Mama siedziała zamyślona, obejmując go jedną ręką. On jadł ciastka, wybierając je z leżącego obok pudełka i patrząc, jak chłopiec na hekranie biegnie za małą, sprytną wiewiórką.
Wyczuwał, że mama jest zdenerwowana, choć kiedy na nią spoglądał, uśmiechała się i głaskała go po włosach. Miał zaledwie kilka lat, ale potrafił już wyczuć nastrój, w jakim się znajdowała.
Usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi mieszkania. Mama drgnęła, lekko, niemal niedostrzegalnie. Ręka gładząca go po głowie zatrzymała się na chwilę, a potem znowu zaczęła się poruszać, lecz już nie tak lekko i czule jak przedtem.
Do pokoju wszedł ojciec. Miał mętny wzrok i patrzył na nich wyzywająco, jak zawsze, gdy wracał wieczorem z baru.
Chłopiec wyraźnie wyczuł narastające w pokoju napięcie. Matka podniosła się i uśmiechnęła do niego. Powiedziała do ojca, że kolacja już na niego czeka. Była wysoką, szczupłą kobietą o długich blond włosach, które kojarzyły się chłopcu z włosami lalek, którymi bawiły się jego koleżanki.
Ojciec również był wysoki, masywnie zbudowany. Zawsze wydawał mu się bardzo dużym człowiekiem. Ale chłopiec nie lubił, kiedy wymagał od niego robienia rzeczy, których nie rozumiał. Nie lubił, kiedy głośno krzyczał. Nie lubił już także tego, gdy brał go na kolana i uśmiechał się, bo wiedział, że za chwilę może go uderzyć.
Ojciec powiedział, że nie będzie jadł. Nadal stał nieruchomo w drzwiach pokoju, patrząc to na matkę, to na syna. Pod wpływem tego spojrzenia chłopiec rozpłakał się. Wydawało mu się okropne. Potem ojciec powiedział, że mają się modlić, że muszą prosić o odkupienie win ludzkości, by trafić do nieba.
Wydawało się, że matka skurczyła się w sobie, struchlała. Spojrzała na chłopca ze strachem w oczach, a on, choć był jeszcze bardzo młody, potrafił już odróżniać uczucia, które często oglądał. Sam również zaczął się bać. Szlochał coraz mocniej.
Matka nachyliła się nad nim i wzięła go za rączkę. Powiedziała, że pora już iść do pokoju i się położyć. Kiedy upuścił na dywan ciastko i wstał, ojciec podszedł do nich i pchnął matkę. Upadła na podłogę obok niego.
„Będziecie się modlić o zbawienie waszych przeklętych heretyckich dusz” — powiedział. Matka wstała i krzyknęła na niego, żeby dał im spokój. Uderzył ją w twarz, więc upadła z powrotem. Z jej nosa pociekła krew. Chłopiec klęknął przy niej i przytulił ją, płacząc teraz jeszcze głośniej. Nagle poczuł, jak ojciec odrywa go od niej i rzuca na łóżko. Potem ujrzał, że chwyta mamę za włosy i unosi ją do góry.
„Módl się — powiedział. — Na kolana!”.
Matka krzyknęła z bólu, lecz po chwili wypełniła rozkaz ojca. Uklękła i złożyła ręce do modlitwy, a łzy ściekały jej po policzkach. Cichutko też szlochała.
Ojciec podszedł do niego i pociągnął go na podłogę, obok matki. „Klęknij” — powiedział. Chłopiec posłusznie wypełnił polecenie, wiedząc już, co ma robić. Tata często kazał im tak klęczeć i mówić rzeczy, których on jeszcze nie rozumiał.
Teraz powiedział, że ich dusze są przeklęte i mają prosić Boga o wybawienie, jeśli nie chcą płonąć wiecznie w ogniu piekielnym. Matka zaczęła się modlić, a chłopiec powtarzał za nią to, co mówiła.
„Jeszcze — zarządził ojciec. — Nie przerywajcie” — mówił. Wyszedł z pokoju, lecz po chwili wrócił, trzymając w dłoni sznur z zawiązanymi na całej jego długości supłami. Chłopiec przestraszył się jeszcze bardziej, bo wiedział, do czego ta rzecz służy.
Popatrzył na matkę. Miała szeroko rozszerzone oczy, była przerażona. Znowu. Spojrzała na niego i oboje zapłakali jeszcze mocniej, starając się wypowiadać słowa modlitwy. Chcieli zadowolić ojca, sprawić, żeby zostawił ich w spokoju.
Ale on nawet o tym nie myślał. Podszedł bliżej i zamachnął się sznurem. Potem z całą siłą uderzył chłopca w plecy, aż dziecko krzyknęło rozdzierająco i padło przed siebie, na dywan. Matka również krzyknęła i pochyliła się nad nim, a wtedy spadły kolejne razy. Sznur smagał jej plecy i głowę, twarz i ramiona, pozostawiając tam, gdzie uderzył, czerwone i krwawiące ślady. Matka krzyczała, by już przestał, ale ojciec nie słuchał. Ciężko oddychając, uderzał dalej, sapiąc i mówiąc, że ich dusze są przeklęte, że tylko pokuta może przynieść im wybawienie. Krzyczał, że muszą zapłacić za swoje bezbożne życie.
Mijał czas, a ojciec nie przestawał smagać ich sznurem. Większość razów otrzymała matka, która leżała teraz bez ruchu, łkając tylko cicho i nie mając już dość woli, by zrobić cokolwiek innego, niż tylko czekać, aż ojciec skończy. Chłopiec patrzył spod jej ramienia prosto na unoszącą się i nachylającą twarz ojca, czerwoną z wysiłku, z kropelkami śliny na brodzie i policzkach. Widział jego przepełnione gniewem oczy i wygięte w nienawistnym grymasie wargi. Słyszał jego ciężki, świszczący oddech. Patrzył, jak plamy potu rozszerzają się na białej koszuli, częściowo wychodzącej ze spodni. Nie spuszczał z niego wzroku, aż ramię matki zsunęło się z jego głowy i sznur zaczął uderzać go po oczach i policzkach. Wtedy odwrócił twarz, płacząc głośno z bólu i starając się schować pod nieruchome ciało matki…

Na samo wspomnienie tamtych lat chłopak zacisnął szczęki, a w jego wzroku pojawiła się nienawiść. Spojrzał na wyświetlaną w dolnym rogu ekranu godzinę i stwierdził, że zajęcia skończą się za kilkanaście minut. Nie mógł dłużej ryzykować, istniała bardzo prawdopodobna możliwość, że pułkownik może wrócić wcześniej. Cholera.

Zamknął wszystkie pootwierane okna i wszedł do rejestru komputera. Pracował szybko, wiedział, że z każdą kolejną minutą przebywania w gabinecie ryzyko odkrycia się zwiększa.

W rejestrze usunął wszystkie ślady swoich działań na craytopie. Wątpił, by Arden sprawdzał tak gruntownie swój komputer, jednak ryzyko istniało zawsze. Lepiej być przezornym, niż później żałować. Zbyt wiele było do stracenia.