niedziela, 17 grudnia 2017

JOHNNY REZNICK - fragment powieści




JOHNNY REZNICK - fragment:


Zajmująca cały zerowy poziom Skycity One Gruntownia nie była miejscem ani przyjaznym, ani ładnym. Była granicą pomiędzy podziemnymi poziomami Podmiasta i wznoszącymi się wysoko strefami Nadpowierzchni i Nieba. Z licznych kratek i włazów kanałowych unosiły się nieprzerwanie obłoki gryzącego dymu i gorącej pary, wiele uliczek zostało zupełnie pozbawionych oświetlenia, a napotkanych tutaj ludzi lepiej było omijać szerokim łukiem. Przyziemne części megawieżowców dawno już przestano odnawiać, ich brudne ściany pokryte były plamami moczu i kolorowymi napisami wykonanymi farbą w sprayu przez członków różnorakich gangów, kręcących się po ulicach o każdej porze. 

W Gruntowni najczęściej panował mrok, gdyż wyższe poziomy miasta odcinały światłu dostęp do ziemi. Szerokie na kilkadziesiąt metrów żelazobetonowe płyty powierzchniowe, spoczywające na stalowych filarach między megawieżowacami i składające się na kolejne zabudowane poziomy, korytarze powietrzne i budynki tworzyły nad głowami mieszkańców Gruntowni skomplikowany labirynt, przez który nie mogły przedostać się nawet promienie słoneczne. Kilkadziesiąt metrów powierzchni miasta nad samą ziemią było spowitą głębokimi cieniami dziurą w dumnej i nowoczesnej bryle Skycity One. 

Poziomy Nadpowierzchni, zaczynające się tuż nad Gruntownią, wyglądały natomiast zupełnie inaczej. Nie brakowało tam sztucznego oświetlenia, blaski napastliwych i mnożących się z każdym dniem holoreklam aż raziły, a ich mieszkańcy niemal nigdy nie doświadczali jakiegokolwiek braku światła. Od pierwszego poziomu wzwyż było coraz jaśniej i jeszcze bardziej kolorowo, a także wzrastał dostęp promieni słonecznych do wnętrza miasta. Były zajmowane w przeważającej większości przez pracowników korporacji Neontex, władców Skycity One, a ci, którzy żyli poniżej, w Gruntowni i Podmieście, mieli dbać, aby wszystko na wyższych poziomach sprawnie funkcjonowało. Niepotrzebne im było ani słońce, ani poduszkowce, ani specjalne wygody; żyli i umierali tylko po to, by mieszkańcom Nadpowierzchni i Nieba żyło się jak najlepiej. 
Digger siedział w swoim zaśmieconym mieszkaniu na poziomie zerowym Skycity One, wygodnie rozparty w czarnym fotelu przed małym biurkiem. W zaciemnionym i zagraconym pokoju panowała cisza i niemalże całkowity bezruch, jedynie palce wzniesionych dłoni Diggera poruszały się szybko w powietrzu. Okryte rękawicami wibracyjnymi FindSodexu przetwarzały rzeczywiste ruchy chłopaka i odwzorowywały je w cyberprzestrzeni Wiru, w której Digger znajdował się już od dobrych kilku godzin. 

Ciemnobrązowe, krótkie włosy sterczały Diggerowi buńczucznie niemal pionowo, a na nosie miał ciemne mnemoszkła, które służyły teraz za ekran wyświetlający obrazy z Wiru. I okulary, i rękawice były podłączone do servboxu spoczywającego na kolanach chłopaka — czarnego, prostokątnego i całkowicie gładkiego komputera o wymiarach czterdzieści na piętnaście i na dwa centymetry. 

Digger surfował w cyberprzestrzeni z wprawą właściwą najlepszym legendarnym hakerom, błyskawicznie lawirując pomiędzy danymi i linijkami kodu, włamując się na serwery korporacyjnej Siatki, łączącej ze sobą wszystkie miasta należące do Neontexu. Miał dopiero dziewiętnaście lat, ale setki godzin spędzonych w Wirze, wrodzona inteligencja i niebagatelne umiejętności sprawiały, że w środowisku czarnej strefy Skycity One uchodził za jednego z najlepszych żyjących hakerów młodego pokolenia. 

W jego mieszkaniu było dość ciepło, jednak chłopak miał na sobie jednoczęściowy, granatowo-zielony kombinezon, wysokie buty z utwardzanego polimeru i czarną kurtkę. Wchodząc do Wiru kilka godzin temu nawet nie zawracał sobie głowy tym, by się rozebrać i odświeżyć po powrocie z drugiego poziomu Podmiasta, na który zjechał wcześniej, by dostarczyć klientowi nośnik z napisanym na zlecenie softem. Normalnie wysłałby pliki w Wirze i obyłoby się bez wymuszonych wycieczek i ryzyka wykrycia przez któregoś z korporacyjnych terabotów, ale tym razem klient chciał uniknąć wprowadzania napisanego dla niego programu do cyberprzestrzeni. Co choć raz znalazło się w Wirze na którymś z serwerów, zostawało w nim już na zawsze. Każdy o tym wiedział. 

Palce chłopaka na moment znieruchomiały, lecz chwilę później ponownie rozpoczęły swój szaleńczy taniec. Na mnemoszkłach wyświetlały się obrazy generowane przez servbox, a Digger lawirował między kolumnami korporacyjnych danych. Serwery Neontexu były silnie strzeżone, mimo to chłopak już nie raz pokonywał zabójcze firewalle, by zdobyć potrzebne mu informacje i pliki. „Łatwizna” — pomyślał i uśmiechnął się kącikiem ust. 

Jego świadomość przebywała w Wirze, a implant mózgowy odbierał sygnał z servboxu i wyświetlał poprzez nakładkę siatkówki oka obrazy cyberprzestrzeni na wewnętrznej stronie mnemoszkieł. Digger był w swoim żywiole. 

Surfowanie w Wirze nagle zostało zakłócone. Digger drgnął na odgłos głośnego walenia w drzwi jego zapuszczonego mieszkania, który dotarł niespodziewanie do jego uszu. Znieruchomiał zaskoczony, a kiedy głośne uderzenie się powtórzyło, skrzywił się. Nie spodziewał się żadnych odwiedzin, więc postanowił zignorować nieznanego intruza. Ponowił swoją wędrówkę w cyberprzestrzeni, ale w chwilę później ktoś uderzył w drzwi jeszcze mocniej i chłopak usłyszał, jak intruz wypowiada głośno i z naciskiem jego ksywkę. 

— Cholera — warknął do siebie ze złością, a następnie przerwał połączenie z Wirem i ściągnął mnemoszkła. 

Odłożył je na blat biurka, obok położył servbox i wstał chwiejnie. Od kilkugodzinnego siedzenia cały zesztywniał, więc poruszał przez chwilę rękami i nogami na różne strony, by pobudzić krążenie, a potem ruszył do drzwi. Wszedł do ciemnego korytarza i dotarł do jego końca, po czym stanąwszy przed drzwiami wejściowymi, położył palce na panelu elektronicznego zamka. Coś go jednak tknęło, zawahał się. Złość na natręta minęła zastąpiona przez wrodzoną ostrożność. Czekał. 

Przez dłuższą chwilę nie słyszał absolutnie niczego. Potem ktoś znowu uderzył w drzwi z drugiej strony, lecz tym razem już słabiej, jakby bez przekonania i poprzedniego uporu. 

— Digg... — Chłopak usłyszał ciche, urwane słowo i wydało mu się, że w tym głosie rozpoznaje jakąś znajomą barwę. 

Przejechał dłonią po sterczących włosach, a potem ją opuścił. 

— Co, do cholery...? — szepnął znowu, a potem wpisał szybko sekwencję cyfr otwierającą elektroniczny zamek i pociągnął ku sobie drzwi. 

Widok, który zobaczył, wstrząsnął nim do głębi. Na poplamionej, brudnej podłodze korytarza oświetlonego zaledwie jedną żółtą lampą leżał jego młodszy brat, Joy. 

Młodzieniec spoczywał na boku, ściskając obiema dłońmi swój brzuch. Z ust ściekała mu krew, lewe oko miał podbite, a nogi podkulone w pozycji embrionalnej. Długie blond włosy pozlepiały się krwią. Digger stał jak sparaliżowany, zdumiony i przerażony jednocześnie, nie mogąc uwierzyć w to, co widział. „To przecież Joy — myślał. — To Joy”. 

— Joy! — krzyknął i przykucnął wreszcie, ocknąwszy się z letargu. 

Nachylił się nad bratem i dotknął dłonią jego bladego policzka. 

— Digger… — wycharczał szesnastolatek, a potem odkaszlnął krwią zmieszaną ze śliną. Wbił spojrzenie w oczy Diggera, podparł się jedną ręką i spróbował podnieść z podłogi. — Wciągnij mnie… do mieszkania. 

— Nie ruszaj się — powiedział Digger. — Jesteś ranny? Joy zdjął drugą rękę z brzucha i wtedy Digger zobaczył ciemną plamę krwi, rozlewającą się na jego fioletowym kombinezonie i skapującą z palców dłoni na podłogę. 

— Wciągnij mnie — powtórzył chłopak. — Teraz. 

Digger czuł, jak pot zalewa mu czoło. Bał się, że przysporzy bratu bólu. Postanowił jednak spełnić jego prośbę, choć głównie z tego powodu, że w mieszkaniu znajdzie się coś, co pomoże zatamować krwawienie. 

Obawiając się podnieść rannego, chwycił go pod pachami i pociągnął ostrożnie po podłodze, aż jego nogi znalazły się wewnątrz mieszkania. Potem przeszedł obok niego, rozejrzał się po ciemnym korytarzu i nie dostrzegłszy nikogo, zamknął drzwi. Ponownie pochylił się nad Joyem i powiedział: 

— Poszukam czegoś, czym da się zatamować krwawienie. Joy jednak pokręcił przecząco głową. 

— Nie ma czasu — wydusił z siebie. — Musisz… musisz skopiować dane z mojego implantu. To ważne. 

— Najpierw zajmę się raną. 

— Nie — powiedział zdecydowanie Joy. — Przynieść kompilator i skopiuj dane. Szybko, zanim tutaj dotrą. 

— Kto? — spytał zdumiony Digger. 

— Idź po kompilator — powiedział z naciskiem Joy, ściskając jego przedramię skrwawioną dłonią. 

— Reszta... — zakrztusił się krwią. — Reszta potem. Idź. 

Digger był przerażony. Chciał jak najszybciej opatrzyć ranę brata, ale widział, że rozmowa tylko bardziej go męczy. Skinął więc głową i pobiegł do tak samo zaciemnionej jak reszta małego mieszkania kuchni. Rozejrzał się i chwycił duży ręcznik, potem wybiegł z pomieszczenia i dopadł swojego biurka w pokoju obok. Otworzył jedną z jego szuflad, roztrącił rozmaity hardware na boki, by wreszcie znaleźć kompilator danych — małe, prostokątne urządzenie z wkładką chipową i przewodem do podłączenia. Poszperał w szufladzie jeszcze przez chwilę i gdy znalazł kilka czystych chipów, zabrał wszystko i wrócił do brata. 

 Z ust Joya wyciekła obfita strużka ciemnej krwi i spłynęła po brodzie na szyję. Chłopak wlepił wzrok w oczy Diggera i powiedział z naciskiem: 

— Kopiuj! Zaczął kaszleć i dławić się krwią, więc Digger chwycił go i przewrócił na prawy bok. Bał się o życie brata. Ręce drżały mu niepowstrzymanie, mimo to posłuchał Joya i wetknął końcówkę przewodu kompilatora do gniazda nad jego uchem. Włączył urządzenie, włożył do niego czysty chip i uruchomił proces kopiowania danych. 

— Robi się — powiedział. — Joy, muszę wezwać pomoc. Jego brat znowu odkaszlnął krwią, a potem pokręcił głową. 

— Nie ma czasu, musisz wiać — wykrztusił. — Przyjdą tutaj. Zabiją cię dla tych danych. 

— Kto, Joy? 

— Skinnersi. 

„Nie — pomyślał Digger. — Tylko nie ten gang przeklętych ćpunów handlujących dopalaczami dosercowymi”. 

— Oni ci to zrobili? Te gnoje? 

Joy skinął głową. 

— Wsadzili we mnie cholerne ostrze. Ale jest jeszcze… coś — rzekł, kaszląc. 

— Co takiego? — Kiedy mnie dopadli, byłem razem z Mirą. Uciekaliśmy, ale nie mieliśmy szans. Odciągnąłem ich od niej. 

Mira była dziewczyną Joya, szesnastolatką jak on, szafirowooką ślicznotką o długich za ramiona prostych, kruczoczarnych włosach. 

— Jest bezpieczna? — spytał Digger. 

Joy zamknął na chwilę oczy, a potem odrzekł: 

— Mam nadzieję. Kazałem jej uciekać do Podmiasta i dobrze się ukryć. 

„Cholera — pomyślał Digger. — Jeśli dziewczyna go posłuchała, to znajduje się teraz gdzieś na jednym z wyjątkowo niebezpiecznych podziemnych poziomów”. 

— Znajdę ją — obiecał Digger. — Jednak najpierw muszę pomóc tobie. — Spojrzał na pasek postępu kompilatora i zobaczył, że urządzenie skopiowało dopiero niecałe sześćdziesiąt procent danych. 

— Mną… się nie przejmuj — powiedział Joy. — I tak... zginę. Pomóż Mirze. I koniecznie zajmij się danymi. Ona… ma kopię. To… niezwykle ważne. 

W tej właśnie chwili uszu Diggera dobiegł głośny odgłos kroków rozlegający się w korytarzu za drzwiami i krótkie, urywane słowa. Joy także to usłyszał i jego oczy rozszerzyły się. Chwycił brata za rękę i wyszeptał przerażony: 

— Uciekaj! No już! 

Digger nie wiedział, co robić. Medyczny bot nie zdąży dotrzeć tutaj na czas, krwawienie było zbyt obfite. Nie chciał opuszczać brata, ale wiedział, że nie ma wyboru. Spojrzał na pasek stanu kompilatora. Osiemdziesiąt sześć procent. 

— Jeszcze chwila — powiedział i ruszył do swojego pokoju. 

Chwycił czarną torbę i zaczął pakować do niej swój servbox, mnemoszkła, chipy z danymi i rozmaity hardware z szuflady biurka. Wiedział, że już tutaj nie wróci, musiał więc wziąć ze sobą wszystko, co ma znaczenie. 

Zarzucił pasek torby na ramię i wrócił do leżącego na podłodze korytarza brata. Joy miał szklisty wzrok, nie ruszał się. Digger stanął nad nim, a potem przykucnął i przyłożył ucho do ust brata. 

— Nie — szepnął. — Tylko nie ty, Joy. 

Ktoś uderzył w drzwi mieszkania. Raz, a potem znowu, jakby silniej. Digger podniósł głowę, czując, jak w jego wnętrzu zbiera się paląca wściekłość. Wstał i zacisnął pięści, jednak po chwili rozluźnił palce. Wiedział, że Skinnersów będzie kilku i że w pojedynkę nie da im rady. Jeśli śmierć brata miała nie pójść na marne, musiał stąd uciec i przeżyć. 

Kompilator kończył kopiowanie, ale chłopak nie mógł już dłużej czekać. Pochylił się nad urządzeniem i wyciągnął z niego chip. Wsunął go do jednej z kieszeni swojego ubrania, mając nadzieję, że najważniejsze dane zostały na nim utrwalone, a potem zamarł z dłonią nad urządzeniem. Pomyślał, że nawet z martwego mózgu Joya da się odzyskać te dane, a na to nie mógł pozwolić. Przestawił więc urządzenie na wymazywanie pamięci użytkownika. Potem niechętnie wstał, spojrzał jeszcze raz z wściekłością na drzwi mieszkania, chwycił wiszącą na ścianie kurtkę, odwrócił się na pięcie i pobiegł wbrew sobie do tylnego wyjścia. 

czwartek, 30 listopada 2017

JOHNNY REZNICK - CYBERPUNK - nowa powieść

Od dnia dzisiejszego, na razie w formie elektronicznej, jest dostępna moja nowa, cyberpunkowa powieść:

JOHNNY REZNICK

CYBERPUNK


Kolejna doskonale skonstruowana cyberpunkowa powieść charakterystyczna dla pana Tomasza Jacka Graczykowskiego. Historia rozgrywa się w mocno rozwiniętej przyszłości, kiedy Ziemia zostaje zniszczona przez kataklizmy, a miasta to megawieżowce budowane stożkowo, od najniższych poziomów pod ziemią, w rozpadlinach skalnych, aż po poziomy nadziemne. Ludziom wszczepia się implanty, porządku pilnują maszyny, a o wszystkim można wyczytać w Wirze. Pełna kontrola Neontexu za pomocą gangu Skinnersów. Po kataklizmach nic nie jest takie samo.
Joy jest młodszym bratem hakera Diggera. Kradnie pewne dane, przez co traci życie, ale kopię tych danych otrzymuje też jego dziewczyna, która od tej pory znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Skinnersi kontrolują sprzedaż super dopalacza dosercowego. To na nich poluje tytułowy Johnny Reznick, który na swej drodze spotka Diggera. A wszystko dzieje się w nieustannej ciemności Gruntowni i Podziemia…

czwartek, 16 listopada 2017

Książki w salonach Empik

Wszystkie książki w wersji drukowanej, łącznie z najnowszym zbiorem opowiadań grozy "Ci, którzy trwają", dostępne są pod poniższym linkiem w salonach Empik w opcji z darmową dostawą do każdego salonu:



sobota, 9 września 2017

"Ci, którzy trwają" - zbiór opowiadań grozy w Empiku z darmową dostawą

"Ci, którzy trwają" - zbiór opowiadań grozy, moja najnowsza publikacja książkowa, jest już dostępny w ofercie Empiku z darmową dostawą do każdego salonu. Kilkanaście klimatycznych, przepełnionych mrokiem opowiadań zdecydowanie zadowoli każdego fana literackiej grozy. Zbiór w formie drukowanej jest dostępny pod poniższym linkiem:







Opis wydawcy:


Zbiór opowiadań "Ci, którzy trwają" zawiera teksty grozy, nawiązujące do dokonań takich klasyków gatunku jak np. H.P. Lovecraft. Nie zabraknie w nich krwi i walki o przetrwanie, a przede wszystkim odczuwanego napięcia i atmosfery ciągle gęstniejącego mroku. Zakończenia czasem nadają innego wydźwięku tekstom, a zaskakujący suspens niejednokrotnie rzuca całkiem nowe światło na ich fabułę.


Świat przedstawiony jest miejscem, w którym przytłaczająca groza spowija bohaterów, a tajemniczość, mrok i klimat łączą wszystkie opowiadania. Czas zdarzeń fabularnych przeniesie czytelnika od dziewiętnastowiecznej przeszłości, poprzez teraźniejszość, aż do wieków przyszłych, w których to mroczna postapokaliptyczna przyszłość nieustępliwie będzie dążyć do unicestwienia pozostałych, balansujących na krawędzi życia i śmierci nielicznych, pozostałych przy życiu przedstawicieli  gatunku ludzkiego. Walka o przetrwanie i pozostanie przy zdrowych zmysłach nabierze zupełnie nowego znaczenia.