piątek, 7 sierpnia 2015

DZIEŃ OPIEKUNA w najnowszej HISTERII - fragment


Aby zachęcić Was do pobrania i przeczytania najnowszego numeru HISTERII, czasopisma poświęconego literackiej grozie, zamieszczam poniżej fragment mojego opowiadania, opublikowanego wraz z wieloma innymi ciekawymi tekstami. Pobierajcie więc, to nic nie kosztuje ;-)

Dzień Opiekuna
Tomasz Graczykowski

Czwartego września rano do Azylu przywieziono kolejną dziewczynkę. Była to ładna blondynka o fiołkowych oczach, ubrana już, jak wszystkie podopieczne, w granatowy mundurek. Kiedy po raz pierwszy usiadła z innymi w stołówce przy śniadaniu, z jej niewinnej twarzy biła dezorientacja. Oraz zdziwienie, gdyż widok około pięćdziesięciu dzieci zebranych w jednym miejscu i siedzących w absolutnej ciszy był dla niej nienormalny.
Dom Dziewczynki w Easting nazywano właśnie Azylem. Najpierw mówili tak o nim Opiekunowie, twierdząc, iż jest to bezpieczna przystań porzuconych i osieroconych dzieci, schronienie przed okrucieństwem świata zewnętrznego. Później także dziewczynki nauczyły się tak nazywać swój kolejny dom, jednakże myślały o nim w kategoriach różnych od tego, co mówili Opiekunowie. One wiedziały, że jest to schronienie tylko dla nich, dla Opiekunów. Ich prawdziwy azyl.
Nowa mieszkanka nie wiedziała niczego o Azylu. Była nieśmiała i zagubiona, lecz w jej fiołkowych oczach nie gościł lęk. Rozglądała się ciekawie wokoło, podczas gdy inne dzieci siedziały ze spuszczonym wzrokiem, wbijając go w swe dłonie i talerze. Nie odzywały się i nie rozglądały, siedziały tylko w ciszy, jakby nie były wcale małymi dziewczynkami.
Nazywała się Alison. Ona jedna patrzyła na trójkę Opiekunów przechadzających się między stołami. Przyglądała się starej pannie Horefox i jej zaszytemu grubą, czarną nicią lewemu oku, spoglądała na pozbawioną palców prawą dłoń kulejącego pana Staxa, i zastanawiała się, cóż takiego mogło im się przytrafić. Pokrywających cały brzuch blizn pani Nemedy nie widziała, ale i ona wydała jej się okaleczona. Może takie wrażenie sprawiała jej ciągle wykrzywiona w gniewnym grymasie twarz i zimny wzrok. A może nie.
Mimo tego, że Opiekunowie uśmiechali się do niej od czasu do czasu i patrzyli na nią z ciekawością, ona z jakiegoś powodu szybko przestała im się przyglądać i nie odwzajemniała już uśmiechów. Może zawstydzało ją ich widoczne kalectwo, może zaczynała wyczuwać ich dwoistą naturę. A może nie.
Trafiła do Azylu w nieodpowiednim czasie, choć jeszcze o tym nie wiedziała. Niedługo, bo już pierwszego października, wypadał obchodzony tylko tutaj Dzień Opiekuna. Gdyby przybyła miesiąc później, miałaby niemal cały rok do następnego. A tak i ona musiała teraz w nim uczestniczyć. Czy tego chciała, czy nie ...